sobota, 3 lutego 2018

Czym naprawdę jest asceza?

Każdy, kto mnie zna, wie, że uwielbiam czytać książki. Każdy też wie, że kiedy zamierzam coś powiedzieć, mam tendencję do dygresji, zanim przejdę do sedna. Uważam, że czasami warto przy okazji mówienia o czymś, zahaczyć o inny temat.

Zatem lubię czytać. Nie czytam wszystkiego, co mi wpadnie w ręce. Po pierwsze, nie dysponuję tonami wolnego czasu, raczej muszę sobie go odpowiednio organizować, żeby znaleźć czas na pasję czytania. Po drugie, gdybym nawet miał go dużo, wolałbym go nie marnować na coś, co nic do mojego życia nie wnosi. Rozmiłowuje się w powieściach, ale takich, które posiadają przesłanie i ubogacają mój zasób wiedzy. Śledząc akcję opowieści, pragnę się czegoś dowiedzieć o otaczającym świecie, znaleźć informację, która rozbudzi mój umysł, zmusi do poszukiwań i przez to poszerzy horyzonty.

Do takich powieści należy na pewno "Rękopis znaleziony w Saragossie" Jana Potockiego. Ta książka sprzed ponad 200 lat należy do klasyki literatury światowej (tak, światowej) i jest z całą pewnością jedną z najbardziej tajemniczych ksiąg, które kiedykolwiek zostały napisane. Czytelnikom przyznam się, że mam obsesję związaną z "Rękopisem...", ale o tym innym razem.

Potocki stworzył dzieło niemalże encyklopedyczne. W historii uczestniczy dziesiątki postaci, fachowców w różnych profesjach, uczonych, władców, itd. Dialogi są poświęcone m.in.: historii, sztuce, matematyce, fizyce, astrologii. "Rękopis znaleziony w Saragossie" to perła pośród ksiąg. Zdecydowanie.

W rozdziale czterdziestym dziewiątym wspomniany jest niejaki Hervas. Postać ta wzorowana jest na prawdziwej osobie - eks-jezuicie hiszpańskim o tym samym nazwisku, który w 1780 roku wydał dwudziestotomowe dzieło, obejmujące zupełne traktaty poświęcone różnym naukom. Bohater książki Jana Potockiego wydał 100 tomów, a każdy był wnikliwym i obszernym wykładem takich nauk jak np.: gramatyka, historia, zoologia, metalurgia, neurologia, etiologia, farmacja, weterynaria, fizyka, prawodawstwo, bibliografia, topika polemiki, hermeneutyka, magia, optyka i wiele wiele innych. Nawiasem mówiąc, ciekawym doświadczeniem było dowiedzieć się, jak wiele nauk rozwijało się już w XVIII wieku i wcześniej.

Pośród tych tomów, siedemdziesiąty trzeci poświęcony był "ascetyce, czyli nauce o pobożnych ćwiczeniach" (tak definiuje ten termin sam autor). I tak kończy się dygresja, a zaczyna się główny temat tego wpisu.

Żyjemy w czasach, kiedy wspomnienie o ascezie wywołuje u większości ludzi raczej przykre odczucia okraszone kwaśną miną. "Asceza? Wyrzeczenie? Miałbym żyć jak mnich? Bez przyjemności? To nie dla mnie. Zmieńmy lepiej temat". Umysł współczesnego człowieka potrzebuje stałej dawki stymulantów, nie tylko substancji chemicznych, ale też mnóstwa bodźców umysłowych. Zalewają nas tony nowinek, "niusów", plotek, zdawkowych ciekawostek. Nasze ciało i umysł musi ciągle coś żreć, konsumować, przetwarzać. Dzieje się to w sposób chaotyczny, nieregularny, niezdrowy i toksyczny. Jesteśmy jak dzieci, które żrą cukierki aż się porzygają. A dziecko nie lubi, kiedy rodzic, dla jego dobra rzecz jasna, chce mu ograniczyć ilość słodyczy w diecie. Dziecko buntuje się, podbiera słodycze wykorzystując nieuwagę rodzica, je i potem cierpi na ból brzucha.

Owym rodzicem jest właśnie asceza. Czym ona właściwie jest? Kojarzy nam się właściwie wyłącznie z religią. Na myśl o niej nasz umysł przywołuje obrazy takiego Szymona Słupnika czy buddyjskiego mnicha zaszytego w Himalajach. Ascetę wyobrażamy sobie jako człowieka, który w zależności od szkoły albo się nie myje, albo nie uprawia seksu, albo żywi się korzonkami, albo cały dzień pogrążony jest medytacji, albo robi wszystkie te i inne rzeczy naraz.

Asceza tymczasem jest niczym mniej i niczym więcej jak tylko "ćwiczeniem umysłu". Termin "asceza" pojawił się po raz pierwszy w Starożytnej Grecji i odnosił się do ćwiczeń fizycznych przygotowujących zawodnika do Olimpiady. W późniejszym okresie zaczęto używać słowa "asceza" jako określenia ćwiczeń nie ciała, lecz ducha. I tak jak przygotowanie do zawodów wymaga dyscypliny, wyrzeczeń, morderczego treningu, trudu, potu, krwi i łez, tak osiągnięcie doskonałości umysłowej wymaga odpowiednich ćwiczeń. Kto chce mieć umysł przejrzysty, bystry, jasny, wyostrzony, obszerny, potężny, ten musi poddać się ascezie. Innego wyjścia nie ma.

Jak zatem osiągnąć intelektualną wielkość? W jaki sposób trenować umysł? Metod jest ogromna ilość, do wyboru według potrzeb. Chodzi przede wszystkim o to, aby na umysł nałożyć wędzidło, jak na pysk dzikiego konia, którego chcemy ujarzmić. Bez tego nasz umysł najczęściej biegnie dokąd chce, marnuje siły na bezsensowny cwał na manowce, wyczerpuje się, wypala. Musimy uczyć się tropić wszystkie przeszkody myślenia i eliminować je. Musimy złapać umysł za łeb i podporządkować go naszej woli. Po co? By mógł nam lepiej służyć swoją siłą.

Jeżeli asceza umysłowa jest dla Ciebie czymś nowym, to tak naprawdę póki co nie potrzebujesz od razu szukać podręcznika medytacji, motywacji i czegotamkolwiek innego. Na razie powinieneś sobie głęboko uświadomić, jak bardzo Twój umysł jest Ci nieposłuszny. Przekonaj się, jak trudno go zmusić do skupienia się na jednej myśli przez dłuższy czas. Zauważ, jak szybko myśl ucieka tam, gdzie wcale nie chcemy. Zwróć uwagę, jak wiele myśli odwiedza nas, chociaż ich wcale nie zapraszaliśmy. Zdaj sobie sprawę z tego, jak często opanowują Cię przeróżne emocje i nie potrafisz się mocą woli uwolnić spod ich władzy, dopóki same nie zgasną. Jeśli jest tak, jak powyżej, to brawo - zdiagnozowałem problem, a dobra diagnoza to połowa drogi do uzdrowienia.

A teraz ćwicz. Jak? Na początek staraj się zrobić coś prostego. Wybierz sobie jakiś interesujący cytat i spróbuj przez pięć minut zastanawiać się nad jego treścią. Włącz stoper, który zasygnalizuje upływ czasu dzwonkiem. Jeżeli myśli zaczną dryfować, złap za lejce i zawróć je na właściwy tor. Zwiększaj stopniowo czas koncentracji. Upadaj i podnoś się. Próbuj. Nie ustawaj.

Innym sposobem jest skupienie się nie na jakiejś konkretnej myśli, a zamiast tego obserwacja otoczenia, w którym się znajdujemy. Przyglądajmy się szczegółom jakiegoś przedmiotu przez pięć minut. Bierzemy do ręki np. książkę i przyglądamy się jej. Dotykamy jej okładki, kartek, wąchamy ją, słuchamy szelestu papieru. Staramy się zauważyć jak najwięcej szczegółów.

Ważną umiejętnością jest też zupełne wyciszenie myśli, czyli myślenie o niczym. To jest chyba najtrudniejsze dla współczesnego człowieka, ale bez obaw - jest to wykonalne przy odrobinie dyscypliny.

Dość gadania i do dzieła. Powodzenia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz