środa, 3 maja 2017

Chiński tasak, czyli o umiejętnym wykorzystaniu posiadanych zasobów

To było dawno temu, kiedy jeszcze miałem w domu telewizor. W weekend na jednym z programów emitowano serię filmów dokumentalnych o podróżach kulinarnych po Chinach. Bardzo lubiłem te programy. Były to jedne z niewielu moim zdaniem wartościowych rzeczy w telewizji.

Dowiedziałem się z nich między innymi tego, że dobry chiński kucharz używa w swojej pracy jednego narzędzia. Jest nim tasak. Specjaliści potrafią nim robić cuda. Kroją rzeczy na tak malutkie kawałki, że trudno sobie wyobrazić, że robią to nożem. Chińscy kucharze potrafią posługiwać się tym tasakiem w iście magiczny sposób. W naszej kuchni używamy tak wielu różnych narzędzi, podczas gdy chińczykowi wystarczy jedno. Przygotowując posiłek w Europie, zostawiamy do mycia stertę przedmiotów. Chińczyk myje tasak i po sprawie.

Pamiętam, że to dało mi do myślenia. Zafascynował mnie fakt, jak bardzo praktyczne jest stosowanie jednego prostego narzędzia w kuchni. Zaoszczędza to czas i trud. Przenosi szalę ważności bardziej na kucharza, a nie na sprzęt, jakim on dysponuje. Chiński kucharz jednym narzędziem obiera cebulę, kroi, filetuje mięso, dryluje wiśnie, i tak dalej, i tak dalej.

I, jak to zawsze jest w moim przypadku, mój umysł zaczął szukać odniesienia tego wszystkiego do naszego codziennego życia.

Kiedyś moja nauczycielka od niemieckiego z czasów liceum mawiała, że jesteśmy teraz cywilizacją producentów śmieci. Na początku mnie oburzały te słowa, ale im więcej o nich myślałem, tym bardziej zgadzałem się z nimi. Cywilizacja konsumencka (jeżeli taką cywilizację można określać w ogóle mianem "cywilizacji") charakteryzuje się przerostem zużycia nad wytwarzaniem. Zauważmy chociażby, że stare sprzęty się teraz po prostu wyrzuca, zamiast je naprawić. Naprawa się nie opłaca, ponieważ taniej kupić jest nową rzecz. A jest tak dlatego, że produkuje się buble. Dobry sprzęt służy latami. Bubel tylko przez okres gwaracji. Swoją drogą magiczne jest to, że często psuje się często prawie dokładnie po upłynięciu tego okresu.

Chiny się oczywiście zmieniają. Zaraziły się naszym konsumenckim życiem. Jednak wciąż obecny jest tam duch czasów minionych, kiedy naród ten wytwarzał cywilizację i uczył inne narody. Możnaby o tym z pewnością wiele pisać. Ja chcę natomiast zwrócić uwagę na to, że Chińczycy to ludzie nadzwyczaj pragmatyczni. Wytwarzają rzeczy, które mają na celu służyć człowiekowi, ułatwiać jego życie. Mają sprawić, by nie tracił czasu na długotrwałe wykonywanie jakiejś czynności, skoro można ją uprościć, a zaoszczędzony czas poświęcić na coś ważniejszego.

Od jakiegoś czasu jem pałeczkami. Moja rodzina to zauważyła i na moje 32 urodziny dostałem zestaw ozdobnych pałeczek ze stali. Pałeczka może być symbolem tej chińskiej pragmatyczności zaraz obok tasaka. My, nie dość, że przygotowując posiłek używamy różnych narzędzi, to jeszcze spożywamy potem posiłek widelcem i nożem. Niewiele osób zwraca na to uwagę, ale przestrzenie pomiędzy zębami widelca są siedliskiem zarazków. Nie jestem higienicznym pedantem, jednak kiedy widzę widelec, w którym pomiędzy przestrzeniami jest ciemna naleciałość, to napawa mnie to obrzydzeniem. Pałeczka nie ma żadnych zakamarków. Myje się ją łatwo, a jeszcze łatwiej osusza. Jest praktyczna i higieniczna.

Prostota w działaniu i umiejętne wykorzystanie posiadanych zasobów. Symbolem tego są chińskie pałeczki i tasak. Chińczycy potrafią robić cuda z prostych rzeczy i za to ich cenię. W sobie i swoim otoczeniu zauważyłem tendencję do zaniechania działania w oczekiwaniu na lepsze okoliczności. Ktoś na przykład lubi rysować, ale nie rysuje, bo ma słabe kredki, ołówki, papier, nie stać go na lepsze farby, itd. Chińczyk rysowałby tym, co ma, ćwiczyłby umiejętności, które tylko bardziej się rozwinął, kiedy dostanie lepsze narzędzia.

Mam do wykonania jakieś zadanie. Co robię? Patrzę na ograniczenia? Patrzę, co mi jest potrzebne, a czego nie posiadam? Czy raczej patrzę na posiadane zasoby i zastanawiam się, w jaki sposób mogę użyć tego, co już mam pod ręką? Inteligencja to umiejętność dostosowania się do sytuacji. Kiedy ruszymy głową, okaże się, że z tych niewielkich posiadanych zasobów, przy obrobinie pomysłowości, inwencji twórczej, możemy zrobić coś wartościowego.

Potrzeba jest matką wynalazku. Tak było kiedyś. Tak być powinno. Teraz potrzeba jest bodźcem, by pójść do sklepu i dokupić kolejną bezwartościową rzecz. Dorastałem w latach 90'. Nie mieliśmy wymyślnych zabawek, tabletów, komputerów. Ale potrafiliśmy wymyślić sobie zabawę i to, uważam, było bardzo fajne. Moja babcia robiła lalki z siana i bawiła się nimi świetnie z koleżankami. Dzisiejszym dzieciom zabieramy możliwość rozwoju pomysłowości, podkładając im pod nos gotowe interaktywne zabawki.

To samo dotyczy dorosłych. Kiedyś do dobrej zabawy wystarczyła talia kart do gry. Można było nią grać w wista, brydża, tysiąca, układać przeróżne pasjanse. Wszystko to było możliwe dzięki jednej jedynej talii kart. Ludzie grali, spędzali ze sobą czas, śmiali się, zdrowo rywalizowali przy partyjce, nie wykosztowując się przy tym. Dzisiaj często siedzą przed telewizorem za wiele tysięcy, który posiada coraz więcej funkcji, z których i tak nikt nie korzysta, oglądają "Taniec z gwiazdami" i "Twoja twarz brzmi znajomo". Oddają się rozrywce, podczas której umysł ludzki cofa się w rozwoju.

Na koniec postawię pewną tezę. Jestem pewien, że gdybyśmy wszyscy, każdy z nas, naprawdę ruszyli głową, obudzili w sobie pomysłowość i zaczęli wykorzystywać wszystko, co umożliwia nam technologia, to cywilizacja rozwijałaby się jeszcze szybciej. Rozejrzyjmy się po tym, co posiadamy. Pobawmy się pomysłami. Do czego jeszcze mogę użyć tej czy tamtej rzeczy? Jak lepiej mogę wykorzystać posiadane przedmioty? Może mogę znaleźć dla nich jakąś nową funkcję?

2 komentarze:

  1. A co do tasaka, to moja kuchnia bez niego się nie obejdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow...Mega dobry tekst. Masz dar do pisania. Choć tekst z tych dłuższych cały czas chciałam czytać, nie uronić ani słowa. Straszne jest to, że ten konsumpcjonizm o którym opowiadasz często przenosimy na grunt emocji - w małżeństwie nie wychodzi? Rozwód. Przykre to...
    Będę uważnie śledzić bloga. Pozdrawiam.
    Ruda i książki

    OdpowiedzUsuń