piątek, 10 lutego 2017

Codex Gigas i rozważania nad dostępem do wiedzy

Po obudzeniu się zazwyczaj poświęcam czas na przejrzenie aktualności na Facebooku. Już słyszę w swoim umyśle głosy, jakie to niskie i słabe, jak bardzo nieduchowe i nierozwijające zajęcie. Pozwólcie, że wyjaśnię. Nie każdy używa Facebooka do oglądania zdjęć kotów, fotograficznych pamiętników z wakacji swoich znajomych, przeglądania albumów wypełnionych zdjęciami bobasów od dnia poczęcia, durnych memów. Tego portalu można naprawdę używać konstruktywnie i budująco. W mojej liście aktualności wyświetlają się wyselekcjonowane wiadomości dotyczące polityki, religii, filozofii, nauk społecznych, motywujące cytaty, itd.

Dzisiaj rano pośród stosu "niusów" pojawił się artykuł poświęcony niezwykłej księdze o nazwie "Codex Gigas" (pol. "Wielka Księga"), o której czytałem jakiś czas temu z racji swoich zainteresowań.

Jest to owiany tajemnicą średniowieczny manuskrypt, który powstał w Czechach na początku XIII wieku. Oprócz Starego i Nowego Testamentu księga zawiera również: encyklopedię "Etymologiae" Izydora z Sewilli, dzieła Józefa Flawiusza, "Chronica Boemorum" Kosmasa z Pragi, traktaty poświęcone m.in. medycynie, kalendarz z nekrologiem, magiczne formuły.

Jest niezwykłym źródłem informacji nie tylko ze względu na treść, lecz także ze względu na okoliczności i miejsce powstania. Badania wykazały, że ta księga, która mierzy 91 cm wysokości, 50 cm szerokości i 22 cm grubości, waży 75 kg, składa się z ponad 300 kart, na sporządzenie których użyto skór ze 160 cieląt, została napisana przez jednego człowieka. Jednego! Według różnych teorii pracował nad nią od 10 do 30 lat. Niezwykła miłość do ksiąg i zawartej w nich wiedzy.

Księga znana jest z występującego na 290 karcie rysunku diabła. To jest jedna z bardziej tajemniczych rzeczy dotyczących tego kodeksu. Księga została napisana przez benedyktyńskiego mnicha, przechowywana w benedyktyńskich klasztorze, a zawiera wizerunek diabła, a także kilka kart z magicznymi formułami. Nie od dziś wiadomo, że benedyktyni byli znani w całym ówczesnym świecie z przechowywania ksiąg z całego świata, w tym tych poświęconych magii, kabale i alchemii. Skoro te księgi przechowywali, musieli również posiadać wiedzę dotyczącą tych tematów, a niekiedy pewnie praktykowali owe sztuki. Musisz przyznać, że to niezwykle interesujące.

Według legendy, księgę sporządził mnich, który złamał regułę zakonną i został skazany na zamurowanie żywcem. Chcąc uniknąć kary, obiecał sporządzenie w ciągu jednej nocy (!) księgi, która przysporzy wiecznej chwały jego zakonowi. Wiedząc, że nie zdoła tego dokonać, sprzedał swoją duszę diabłu w zamiar za pomoc w wykonaniu tego zadania.

Po tym obszernym wstępie przyszedł czas na rozważania :)

Cały "Codex Gigas" można przeglądać w całości w internecie. Można przeglądać karty, powiększać określone obszary, czytać, podziwiać rysunki, ozdoby. W czasach, kiedy powstawał ten kodeks, ludzie niezwiązani z duchowieństwem oraz nie obracający się w kręgach uczonych nawet nie wiedzieli o istnieniu tej księgi. Część ludzi naprawdę zainteresowanych i wysoko postawionych wiedziała. I niewielka garstka spośród tych ostatnich widziała to dzieło. A dzisiaj? Dzisiaj każdy może sobie je obejrzeć. Ktokolwiek. Młody, stary, mężczyzna, kobieta, wykształcony, niewykształcony, biedny, bogaty. Każdy, kto tylko chce.

Pomyśl, jaki był dostęp do wiedzy w XIII wieku. Musiałbyś złożyć śluby, zostać mnichem, mieć dużo szczęścia, aby znaleźć się w zakonie, który przechowywał i zajmował się księgami i podróżować w trudach po całej Europie, Azji i Afryce, aby móc zobaczyć rzadkie dzieła. Była też inna możliwość, a mianowicie być bardzo, bardzo bogatym, aby stać Cię było na zakup ksiąg. Czemu bardzo bogaty? Ponieważ jeśli chciałbyś mieć swoją księgę, ktoś musiałby Ci ją przepisać ręcznie. Zapłaciłbyś krocie i czekał miesiącami, a czasami i latami.

Ludzie dawnych czasów nawet nie marzyli, że nadejdzie taki dzień, kiedy właściwie cała wiedza świata będzie dostępna na wyciągnięcie ręki. Dzisiaj mogę kupić książkę na dowolny temat i mieć ją w domu. Mogę nosić całą bibliotekę w czytniku, który jest lekki jak malutka książeczka. Mogę znaleźć dobrą lekturę na dowolny temat używając smartphone'a noszonego w kieszeni.

I, jak na ironię, uogólniając oczywiście, używamy wszystkich tych niezwykłych urządzeń do poszukiwania i prezentowania światu głupot. Nie, nie jestem przeciwnikiem rozrywki. Lubię się pośmiać aż mnie boli brzuch. Ale czy nie jest to znakiem zmierzchu cywilizacji, że WIĘKSZOŚĆ ludzi mających dostęp do internetu WIĘKSZOŚĆ czasu spędza czytając coś, co nie ma żadnej lub ma bardzo niewielką wartość jeśli chodzi o poszerzanie wiedzy o świecie? Chyba każdy z nas przyzna, że to co najmniej smutne.

Ludzie żyjący w czasach, w których powstawał Codex Gigas dostaliby gorączki, gdyby przenieśli się w czasie do współczesności i zobaczyli, jaki dostęp do wiedzy umożliwia teraz technologia. Nie spaliby po nocach, zrezygnowaliby z jedzenia i wszystkich innych przyjemności, żeby godzinami, bez znużenia, chłonąć wiedzę. A my? Co my z tą możliwością robimy?