niedziela, 8 maja 2016

Szachy czy warcaby? - czyli o naszych życiowych wyborach

Dzieci mojego rocznika właściwie nie znały komputera, tablety w ogóle nie istniały, telewizji oglądało się mało. Czas spędzaliśmy głównie na świeżym powietrzu. Kto pozostawał w domu, był uważany raczej za dziwne dziecko. Kiedy na zewnątrz była niesprzyjająca pogoda, graliśmy w gry planszowe.

Jedną z pierwszych gier, jakie poznaliśmy były warcaby. Proste zasady, nie trzeba było zbyt dużo myśleć podczas gry, szybkie partie, prawie natychmiastowe przegrane i wygrane. Szybko mi się ta gra znudziła. Prosiłem Tatę, żeby nauczył mnie grać w szachy. Na początku było trudno. Mnóstwo figur, których właściwości trzeba było zapamiętać. Kiedy już przeszedłem ten etap nauki i zacząłem grać, szybko zrozumiałem, że każdy ruch trzeba planować, ponieważ ma swoje konsekwencje. Każde posunięcie ograniczało moje możliwości lub otwierało nowe. Przegrywałem, ale wyciągałem wnioski i wciąż uczyłem się czegoś nowego. Aż w końcu wygrałem. To była wielka wygrana, okupiona ciężką i mozolną umysłową walką :) To dopiero była satysfakcja. Takiej satysfakcji nigdy nie dałyby mi warcaby.

Ostatnio przeprowadziłem szereg rozmów z moimi znajomymi. Dzielili się ze mną swoimi problemami, a to zawsze rodzi we mnie współczucie i chęć zrozumienia. I zawsze po takiej rozmowie zastanawiam się, skąd wziął się dany problem, jaka jest jego przyczyna, a potem myślę szerzej o naturze ludzkich problemów.

Przedwczoraj oglądałem film pt. "Efekt motyla". Zaczyna się on cytatem, który brzmi mniej więcej tak:

"Mówi się, że coś tak nieznacznego jak trzepot skrzydeł motyla może w efekcie doprowadzić do powstania tornada na drugim końcu świata"
Ogólnie film opowiada w bardzo interesujący sposób o tym, jak nasze wybory kształtują nasze życie i jak wprowadzenie zmian w swojej przeszłości mogłoby diametralnie zmienić przyszłość.

Jeśli się nad tym głębiej zastanowić i przestudiować nasze wybory z przeszłości, widzimy że nawet niewielkie wybory skierowały ster naszego życia w zupełnie inną stronę. I kształt naszego obecnego życia jest sumą tych wszystkich wyborów.

Co do tego wszystkiego mają warcaby i szachy?

Rozglądając się po świecie i obserwując życie wielu ludzi dochodzę do wniosku, że pomimo pozornej dojrzałości ciągle grają z życiem w warcaby. Dokonując wyborów, kierują się impulsami, instynktami, nagłymi bodźcami, są krótkowzroczni i niezapobiegliwi. Biją na oślep, szamoczą się. Najczęściej przegrywają i winią za to cały świat, tylko nie samych siebie. A winni są całkowicie oni sami, bo nawet jeśli natrafili na niesprzyjające okoliczności, nie ocenili ich rzetelnie, nie postanowili się im przeciwstawić, tylko jak małe dzieci, rzucili się w wir zabawy. A końcem tego jest zatracenie, płacz i zgrzytanie zębami, ból, rozczarowanie, klęska... Kiedy jakimś cudem wygrywają, nie przynosi im to satysfakcji i zaczynają nową partię.

Ciągle głodni życia, niepohamowani w pragnieniach... Widzą tylko najbliższe "bicie". Chcą seksu - biorą co się nawinie. Związek - prawdę mówiąc właściwie z byle kim. Chcą małżeństwa - biorą najłatwiejszą nadarzającą się możliwość. Chcą dziecka - robią i tyle. Chcą mieszkania - biorą kredyt. Studia - tam gdzie koledzy. Praca - a jakakolwiek. I absolutnie ich nie krytykuję. Absolutnie nie. Szkoda mi ich i chciałbym, żeby ich życie było harmonijne i szczęśliwe.

Żeby w życiu osiągnąć coś trzeba zagrać z nim w szachy. To trudna gra. Trzeba poznać jej zasady. Czasami trzeba poznać, jak działają "figury", kto jest kim i jak się zachowuje. W szachach jest cel - trzeba unieruchomić króla. Pomiędzy początkiem gry a tym właśnie celem, dzieją się różne rzeczy. Przeciwnik może zbić więcej pionków, a Ty i tak wygrasz. Często wygrywasz nawet w beznadziejnej sytuacji. Wszystko zależy od Twojej umiejętności oceny sytuacji, od umiejętności wyobrażenia sobie przyszłości, od oceny, czy dany wybór jest korzystny czy nie. Jednym słowem: od intelektu.

Na początku myślałem, że jak zbiję Tacie jak najwięcej figur, to wygram. I przegrywałem. Raz za razem. Nie dawał mi wygrywać, bo wiedział, że tak niczego się nie nauczę. W życiu też nie dawał mi wygrywać. I dzisiaj jestem mu za to wdzięczny.

Na początku patrzyłem, jak ludzie zbijają kolejne figury, zbierają te małe zwycięstwa. I wydawało mi się, że oni wygrywają z życiem. A potem widziałem, jak upadają, jak marnują sobie życie. I dorastając, zrozumiałem, że życie ma dalekosiężny cel. Pojąłem, że chcę powiedzieć "szach-mat" przeciwnościom losu.

Ciągle uczę się grać w życiu w szachy. Wciąż popełniam mnóstwo błędów. Życie jest wymagającym przeciwnikiem. Świat jest prawdziwym Kasparovem. Ale partia trwa...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz