niedziela, 27 marca 2016

Ignorowany sens Wielkanocy

Nadeszła Wielkanoc - według moich obserwacji święto obchodzone raczej bez specjalnego entuzjazmu, jaki towarzyszy świętom Bożego Narodzenia. Nie ten klimat... Myślę, że Boże Narodzenie jest popularniejsze ze względu na porę roku, przystrojone światłami ulice i sklepy, wszechobecne kolędy i dźwięk dzwonków oraz fakt, że zaraz potem następuje kolejne święto, jakim jest Wigilia Nowego Roku, czyli Sylwester.

Żałuję, że tak jest, bo symbolika świąt wielkanocnych jest bogatsza i bardziej wymowna. Nie jestem katolikiem, jednak nie przeszkadza mi to oddać się w tym czasie refleksji nad bardzo głębokim znaczeniem wszystkiego, co teraz się dzieje, a obok czego większość katolików przechodzi raczej obojętnie i mechanicznie, wykonując obrzędy z konieczności i przyzwyczajenia.

Wczoraj ludzie "chodzili święcić jajka". Abstrahuję już nawet od oczywistego i zauważalnego komizmu tego wyrażenia. Chodzi mi o to, że ludzie idą "gdzieś", robią "coś", ale wątpliwym jest, by było to dla większości z nich czymś więcej niż tylko pustą czynnością. Znów podkreślam, że są to moje osobiste obserwacje i podkreślam słowo "większość", bo nie uważam, że "wszyscy".

Widziałem wczoraj taki obrazek. Starsza kobieta, w ręku siatka z zakupami, a w drugiej ręce koszyk. Szła szybko, w oczach miała pośpiech. Wydaje się, że miała kilka "spraw do załatwienia", a "świecenie jajek" było tylko jedną ze sporej listy. Bo "trzeba", bo "taka jest tradycja".

A szkoda, wielka szkoda. Bo ja - człowiek skłaniający się w kierunku starożytnej, pogańskiej filozofii, widzę w obchodach tych świąt wielką głębię. Tak, bo w tych świętach, pomimo że są katolickie, jest mnóstwo elementów pogańskich, które przetrwały przez tysiąc lat panowania chrześcijaństwa na naszych ziemiach.

Koszyk, który nosi się do poświęcenia, a który w starożytności był wielkim koszem, symbolizuje przepych, obfitość życia. Wczorajszy widok tych wszystkich pięknie przystrojonych koszyczków przywołał mi na myśl mityczny przedmiot, artefakt - róg obfitości. To naczynie w kształcie skręconej tuby, u jednego końca wąskiej i rozchylającej się przy drugim końcu, symbolizuje obfitość czerpaną jednym końcem z niebios, a wylewającą się drugim na rodzaj ludzki.

Nieodzownym elementem świąt wielkanocnych jest jajko. Słowianie zwykli je w tym czasie ozdabiać kolorowymi wzorami. Zwyczaj ten zachował się do dzisiaj, choć nie jest już kultywowany z takim oddanie, jak wtedy, kiedy ja byłem dzieckiem. Starożytni wierzyli, że wszechświat w swoim zalążku był takim ogromnym jajem, w którym powstały wszystkie rzeczy - widzialne i niewidzialne. W te święta, najczęściej nieświadomie, oddajemy hołd rodzącemu się życiu.

I pośród tych wszystkich pogańskich tradycji czcimy obraz Mesjasza, który pokonał śmierć, wyzwolił się z jej więzów. Jego idea, pomimo niepopularności i silnego sprzeciwu, a nawet jego śmierci, przetrwała. Życie zawsze zwycięża. Bez względu na wyznanie, zachęcam Was do medytacji nad tym wiecznym symbolem życia, które zwycięża śmierć, światła, które pokonuje ciemność. To dzisiaj świętujemy.

Obojętnie czy jesteś katolikiem czy członkiem innego kościoła, czy jesteś ateistą czy agnostykiem, te symbole są wieczne i nie są wyłączną własnością żadnego z kościołów czy organizacji. Mógłbym o nich pisać wiele, wiele stron, jednak chciałem jedynie dać pewien bodziec do przemyśleń, inspirację do zadumy. Kontemplujmy je, karmmy się nimi, odświeżajmy nasze dusze niezwyciężonym życiem. Znajdźmy czas, aby usiąść w ciszy, przywołać w wyobraźni te symboliczne obrazy i rozmyślać o nich...

Każdemu z Was życzę w te święta dużo spokoju ducha, powodów do śmiechu i uśmiechu, wszelkiej obfitości oraz tego, aby życie tętniło w naszych żyłach i wypełniało sobą wszystko, co nas otacza.