niedziela, 17 stycznia 2016

Myśl ubrana w słowa

Miałem okres w swoim życiu, kiedy uważałem nauki humanistyczne za niepotrzebne, a nawet szkodliwe dla człowieka. To było mniej więcej na początku liceum. Wybrałem sobie ścisły matematyczno-fizyczny profil nauki, bo sądziłem, że cywilizację budują inżynierowie i technicy. Ukułem też razem z bratem ciotecznym powiedzenie "humaniści są zakałą świata", bo wydawało mi się, że gadają i gadają i nic z tego pożytecznego nie wynika. Nie czytałem lektur, a jedynie opracowania, które żartobliwie nazywałem "książkami w wersji demo". Do tej pory uważam, że duża część dzieł omawianych w szkole, to takie książki, których nikt by nie czytał, gdyby nie znalazły się na liście lektur, ale moje podejście do słowa mówionego i pisanego uległo rewolucyjnej zmianie.

Przyszedł czas, kiedy zafascynowałem się czytaniem. Moja miłość do książek pojawiła się w postaci małej iskierki, która błyszczała nieśmiało i miarę upływu czasu zapłonęła żywym, trawiącym moje serce płomieniem.

Język jest niesamowitym wynalazkiem. Ośmieliłbym się zaryzykować stwierdzenie, że to nie wynalazek koła sprawił, że cywilizacja zaczęła się toczyć. Najważniejszym odkryciem człowieka jest mowa i jej pochodna - pismo. Dlaczego? Bo możemy zamykać swoje myśli, idee, pomysły i wreszcie emocje w słowach jakby w bańce, którą następnie drugi człowiek łyka razem z jej zawartością, przyswajając to, czym chcieliśmy się się z nim podzielić. To mowa i pismo są zarzewiem ludzkiej cywilizacji. Bez nich nie byłoby żadnych odkryć: nie powstałyby piramidy i inne z siedmiu cudów świata, nie byłoby żadnych z dostępnych dzisiaj cywilizacyjnych udogodnień. Dzisiaj, w przeciwieństwie do moich licealnych lat, stoję na stanowisku, że prawdziwą cywilizacja to nie technologia, a umiejętność komunikacji, a więc myśl humanistyczna.

Nie chcę oczywiście idealizować czasów minionych, ale spójrzmy na nasz świat. Możemy prowadzić wideorozmowy z osobami oddalonymi od nas o tysiące kilometrów, mamy telefony, telewizję, niezwykłe środki komunikacji, gigantyczne budowle, rozwija się robotyka. Ale czy każdy z nas nie widzi, że coraz mniej i mniej potrafimy rozmawiać? Czytuję różne artykuły z dziedziny psychologii i wynika z nich, że u współczesnego człowieka zanika umiejętność komunikacji. Coraz mniej potrafimy mówić o swoich uczuciach, ubierać myśli w słowa.

Moją ulubioną cywilizacją jest Starożytny Egipt. Fascynuje mnie pod wieloma względami. Najbardziej podoba mi się jednak panująca wtedy zasada jedności nauki, sztuki i religii. Starano się wtedy połączyć to pozornie niemieszalne dziedziny w jednorodną całość. I kiedy studiujemy historię Starożytnego Egiptu dostrzegamy, że wywiązali się z tego zadania.

Wyobraźmy sobie cywilizację, w której sztuka i nauka działają ramię w ramię w celu uszlachetniania człowieka. To byłoby coś wspaniałego. Wydaje mi się, że dzisiaj mamy tendencję to gloryfikowania nauk ścisłych i racjonalnej części człowieka. Często odnoszę wrażenie, że ludzie uwierzyli zasadzie: "jeśli czegoś nie da się udowodnić metodą naukową, to nie istnieje". Idąc w tym kierunku za 100 lat człowiek stanie się zimnym, choć niesamowicie intelektualnie sprawnym robotem. A gdzie miejsce dla miłości, zachwytu, podniecenia, czy nawet gniewu, zazdrości czy innych uczuć zwanych negatywnymi? Człowiek bez emocji nie jest człowiekiem, a to właśnie humaniści, a właściwie tworzone przez nich dzieła, dbają o rozwój naszej emocjonalnej połowy.

Z wykształcenia i zawodu jestem chemikiem. Chemia jest chyba najmniej ścisłą ze wszystkich ścisłych nauk. Ale w duszy jestem humanistą. Moje serce bije dla sztuki. Moim życiowym powołaniem jest rozbudzać, porządkować i uszlachetniać to, co nazywamy sercem, a co leży po drugiej stronie bieguna w stosunku do rozumu.

Moja mama jest krawcową i ja też, metaforycznie mówiąc, jestem krawcem. Staram się "ubierać myśli w słowa". Pomyślmy chwilę nad tym powiedzeniem i zinterpretujmy je na sposób poetycki. Myśl jest nieuchwytna, niewidzialna, eteryczna. A słowa są dla niej jakby strojem. Zakładamy szatę na nasze myśli, dzięki czemu może ona pójść między ludzi. Nie naga, lecz ubrana na tyle, na ile nas stać. Przypomina mi się w tym miejscu film pt. "Tata duch", który oglądałem, kiedy byłem małym chłopcem. Tytułowy tata, którego rolę odgrywał Bill Cosby, zginął w wypadku samochodowym i wrócił do swojej rodziny jako zjawa. Był niewidzialny, ale jego duch był jakby "gęsty" - kiedy założył na siebie ubranie, mógł iść między ludzi, choć miejsce pod czapką było puste - wciąż był bowiem niewidzialny. Słowa są takim ubraniem dla naszych myśli.

Dbamy o to, by wyglądać jak najlepiej. W telewizji aż roi się od programów o modzie, w sieci mnożą się modowe blogi. I dobrze. Człowiek powinien wyglądać jak najpiękniej to jest możliwe. To służy jemu i jego otoczeniu. Jestem zwolennikiem piękna w każdej sferze życia, w tym w sferze wypowiadania się. A jak ubierają się Twoje myśli?

P.S. Niektórzy z nas się pewnie zastanawiają, dlaczego od ładnych kilku dni nie pojawił się na blogu żaden wpis. Otóż dlatego, że w tym względzie jestem trochę jak kobieta, która ma pełną szafę ubrań i nie wie, co na siebie włożyć. Mam pomysły, ale jakoś nie mogę się zdecydować, jak je ubrać w słowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz