środa, 6 stycznia 2016

"Julie i Julia", czyli kilka słów o spędzaniu wolnego czasu

W pierwszym wpisie opublikowanym na tym blogu, który dotyczył postanowień noworocznych, złożyłem deklarację, że "postaram się, aby nie zabrakło tutaj zachęty do wdrażania w życie pięknym planów". Obiecywać sobie jest rzeczą piękną. Podejmowanie postanowień jest godne podziwu. Jednak czym innym jest zaplanować, a czym innym zrealizować. Postanowienie wymaga inspiracji, do realizacji konieczne jest podjęcie wysiłku.

I tutaj często zawodzimy. Kilka dni po podjęciu decyzji o zrobieniu czegoś, nasze plany spełzają na niczym. W wielu przypadkach jest to spowodowane tym, że nakładamy na siebie obowiązek, który jest ciężarem zbyt ciężkim do uniesienia. I kiedy okazuje się, że nie potrafimy sprostać zadaniu, którego się podjęliśmy, zniechęcamy się i porzucamy plan. Często potem towarzyszy nam poczucie winy i gorzki smak porażki.

Snujmy wielkie marzenia, ale postanawiajmy mało. Jest to tylko pozorna sprzeczność. Możemy mieć bowiem wielki cel, do którego decydujemy się dojść małymi krokami. Zachęcam do wielkim marzeń, odradzam wielkie postanowienia. Postanów coś małego, wykonaj to i świętuj swoje powodzenie. Nagradzaj się. Ciesz się z małych zwycięstw. W ten sposób zachęcisz samego siebie do podejmowania kolejnych i następnych wyzwań, a kolejny krok stawiać będziesz wypełniony inspiracją płynącą z poprzedniego powodzenia.

Przypomina mi się w tym miejscu film, który oglądałem już dawno temu. Film "Julie i Julia" oparty jest na prawdziwych wydarzeniach. Młoda pisarka - tytułowa Julie Powell, pracuje w biurze obsługi klienta. Odbiera telefony. Jest znużona swoją pracą i pragnie znaleźć jakąś odskocznię. Zainspirowana książką Julii Child, postanawia przyrządzić wszystkie dania na podstawie zawartych tam przepisów. Zakłada bloga, aby motywować samą siebie do dalszej pracy, a także po to, aby dokumentować swoje postępy. W końcu blog Julii Powell zostaje wspomniany w dzienniku "New York Times", co powoduje duże zainteresowanie środowiska dziennikarzy i wydawców. W ukazuje się książka kucharska na podstawie jej przepisów. Przypominam - to historia, która wydarzyła się naprawdę.

Myślę, że sama pani Julie Powell nie spodziewała się takiego obrotu spraw, kiedy przygotowywała swoje pierwsze danie. Nie myślała też o tym, że zdobędzie sławę i pieniądze. Chciała po prostu znaleźć zajęcie, które pozwoli jej zabić poczucie znużenia i wypalenia pracą. Pragnęła wrócić do domu i oddać się zajęciu, które ją fascynuje. Dla niej było to gotowanie, dla mnie tym czymś jest pisanie, dla Ciebie może to być coś zupełnie z innej beczki.

Pani Julie co prawda podjęła się trudnego zadania, ale każdy nowy dzień był dla niej początkiem, a miniony sukcesem. To ją napędzało do kontynuowania swojego przedsięwzięcia. Przepis za przepisem, danie po daniu, szła do przodu. Musiała mieć samozaparcie, za każdym razem z czegoś rezygnować na rzecz swojego postanowienia, podporządkować mu swoje życie. Ale przynajmniej nie marnowała czasu.

Zapytaj samego siebie: "ile czasu w ciągu dnia poświęcam na robienie rzeczy, z których nie mam wymiernego pożytku?". I nie chodzi mi o to, aby rezygnować z relaksu i rozrywki i pracować cały dzień. Ale czy oglądanie telewizji przez kilka godzin dziennie jest taką świetną rozrywką? Odpowiem za siebie - większość czasu spędzonego przed telewizorem uważam za stracony. Niewiele filmów, czy programów, które obejrzałem, były naprawdę ciekawe i wartościowe. Najczęściej było tak, że siadałem przed telewizorem i bezmyślnie się w niego patrzyłem. A w tym czasie można było zrobić coś ciekawego a zarazem wartościowego. Lepiej wyjść na spacer i porozmyślać. Przynajmniej wdychamy wtedy świeże powietrze. Na film najlepiej pójść do kina. Najlepiej jednak jak najwięcej swojego wolnego czasu poświęcić jakiemuś hobby.

Powiedzmy sobie bez ogródek - nie ma chyba na świecie człowieka, który mógłby powiedzieć, że oglądanie telewizji przynosi mu satysfakcję. Tak, może dać chwilę relaksu, zachwytu. Ale nie satysfakcję. Warto więc znaleźć coś, co przynosi Ci satysfakcję. To mogą być przeróżne zajęcia: gotowanie, rysowanie, pisanie, rzeźbienie, zbieranie znaczków, cokolwiek. Ważne, aby Tobie się to podobało. Naprawdę nie warto marnować całego wolnego czasu na telewizję. Zostawmy jednak już w spokoju tę biedną telewizję. Marnujemy przecież czas na bezproduktywnym przeglądaniu Facebooka i wielu innych zajęciach. Sam wiesz najlepiej, jak marnujesz swój czas.

Zachęcam Cię więc do obejrzenia naprawdę wartościowego filmu - "Julie i Julia". Na takie filmy warto znaleźć czas, bo można się czegoś cennego nauczyć. Obejrzyj, wyciągnij wnioski. Owocnego oglądania :)

1 komentarz:

  1. Widzialam ten film, spodobal mi sie. To prawda trzeba miec w zyciu jakies zainteresowania czy hobby. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń